Nasze życia potrafią być zbyt szybkie, zbyt stresujące i czasem zdarza się, że zaskakują nas niespodziewanymi problemami, które wymagają od nas bardzo dużo sił. Czasem zdarzają się też momenty zupełnie niespodziewane, na które ani my, ani nikt w okolicy nie był przygotowany. 

Właśnie takie były historie wielkich eksplozji, które wydarzyły się w naszym kraju. Potrafiły swoją wybuchową energią w ułamku sekundy zniszczyć zupełnie spokojny moment, dokładnie taki jak ten, w którym teraz jesteś.

Dziś przeczytasz o trzech eksplozjach, które wstrząsnęły Polską.

5 czerwca 1927 r. – eksplozja w Witkowicach (dziś część Krakowa)

Ten opis to nie wstęp do książki, ani opowieści Kinga. Te wydarzenia miały miejsce naprawdę około 100 lat temu w Krakowie.

W 1927 roku w niedzielę 5 czerwca obchodzono Zielone Świątki, dlatego po godzinie dziesiątej rano wiele rodzin znajdowało się w kościołach na porannym świątecznym nabożeństwie. Dokładnie o 10:28 Krakowem i okolicami wstrząsnęła ogromna eksplozja. Kościelne witraże rozbite na miliony kawałków zaczęły sypać się na wiernych. Z ram wylatywały szyby okienne i witryny sklepowe, a podmuch eksplozji zrywał z budynków dachy — zniszczenia odnotowano nawet do 13 km od źródła wybuchu. [źródło, źródło]

Mapa Google Maps 2023 z naniesionym zasięgiem fizycznych zniszczeń po wybuchu 5 czerwca 1927 r.

Mieszkańcy Krakowa i okolic w pierwszych momentach nie mogli przypuszczać, co tak naprawdę się stało, więc z obawy przed wtórnymi wstrząsami i eksplozjami wiele z nich wybiegło z domów i skierowało się na otwarte przestrzenie. W tym okresie do naszego kraju dochodziły coraz częstsze informacje o wielkich trzęsieniach ziemi, więc świadomość takich wydarzeń na świecie wzmogła tylko strach. Dopiero z czasem miasto obiegła informacja, że do wybuchu doszło w prochowni w Witkowicach.

Drugi, mniej uszkodzony magazyn — prochownia w Witkowicach; 5 czerwa 1927 r.; NAC [źródło]

Już kolejnego dnia w dzienniku Czas (nr 129; 8 VI 192) mogliśmy przeczytać „oto w Witkowicach wyleciały dwa wojskowe magazyny zawierające amunicję saperską, mianowicie proch bezdymny i beczki z kwasem pikrynowym„. Według relacji nieodpowiednio przechowywany proch samoczynnie się zapalił, co wzniosło w powietrze słup ognia. Ogromna temperatura przedostała się do drugiego magazynu i dopiero to spowodowało niszczącą eksplozję beczek z kwasem pikrynowym.

Kwas pikrynowy to materiał wybuchowy z zastosowaniem militarnym od lat 80. XIX w. i choć w XX w. wypierał go trotyl, to był używany jeszcze w trakcie II Wojny Światowej. [źródło]

Okolice prochowni w Witkowicach po wybuchu 5 czerwa 1927 r.; NAC

Naocznymi świadkami eksplozji były m.in. dziewczęta umieszczone w izolacyjnym ośrodku leczniczym w Witkowicach, który znajdował się około 350 metrów od prochowni. Bawiące się w ogrodzie dziewczynki zobaczyły wielki słup ognia za ogrodzeniem ośrodka i już w tym momencie zaczęły uciekać do budynków. Kiedy doszło do głównej eksplozji, latające w powietrzu szkło i inne przedmioty spowodowały obrażenia u kilkudziesięciu dziewcząt i u części opiekunek. W chwili wybuchu w ośrodku znajdowało się ponad 400 młodych pacjentek leczonych na jaglicę — część z nich ze strachu uciekła z ośrodka i chowała się w okolicznych zalesieniach i gospodarstwach. Poszukiwania zaginionych zaczęto w dniu katastrofy i kontynuowano również nocą przy świetle latarek, nie zwarzając na ulewny deszcz. [źródło]

Jaglica, trachoma, to przewlekłe zapalenie spojówek i rogówki wywoływane przez bakterię chlamydia trachomatis — przenoszoną drogą płciową, przy porodzie i przez bezpośredni kontakt z chorym. [źródło, źródło]

Sam ośrodek składał się w większości z drewnianych baraków i przez ogrom zniszczeń nie nadawał się do dalszego użytku. Osoby ranne i pozostałe pacjentki przewieziono do szpitali w Krakowie, a następnie ulokowano w barakach wojskowych przy ul. Lubicz. Pół roku po katastrofie do użytku oddano nowo wybudowane budynki, w których później mieścił się Wojewódzki Szpital Okulistyczny w Krakowie. [źródło]

Pomimo rozmiaru eksplozji, uszkodzeń wielu domostw w okolicy i wielomilionowych strat w samym nawet Krakowie, w wyniku tej katastrofy zginęła prawdopodobnie tylko jedna osoba — wartownik, kanonier Józef Wawro, znajdujący się w epicentrum wybuchu. Rannych opatrzonych przez służby i hospitalizowania wymagało łącznie co najmniej 486 osób.

Od autora: w tej chwili piszę bardzo obszerny artykuł opisujący przebieg całej katastrofy wraz z losami poszczególnych osób i opisami wydarzeń z pierwszej ręki. Jedno mogę powiedzieć już teraz: historia trzyma w napięciu, a obrazowe opisy wywołują piorunujące wrażenie. Całość mojej pracy wymaga zapoznania się z dziesiątkami dokumentów i wzmianek w prasie, dlatego wymaga wielkiej uwagi i niemało czasu. Jeśli chcesz mi pomóc, rozważ wsparcie — zobacz jak wspierać — dzięki temu więcej czasu będę mógł poświęcić na pisanie i research, przyspieszając publikację artykułu.


24 stycznia 1945 r. – eksplozja wagonów kolejowych na Podgórzu w Toruniu

To jedna z największych katastrof w tej okolicy, jednak z powodu tzw. mgły wojny do dziś nie jesteśmy w stanie ustalić, jakie były jej dokładne przyczyny. Tego dnia około godziny 14:00 na bocznicy kolejowej w toruńskim Podgórzu doszło do eksplozji dwóch wagonów kolejowych. Według jednych źródeł zawierały 40 ton trotylu, według innych były wypełnione amunicją artyleryjską. Wiedza o zawartości nie ma dziś jednak większego znaczenia. Bardziej istotna jest znana nam informacja o zniszczeniach, do jakich wybuch doprowadził. [źródło]

Wybuch w mgnieniu oka zmiótł z powierzchni ziemi część okolicznych kamienic, kino i hotel z restauracją, zniszczył największy zakład przemysłowy w okolicy, Browar Pomorski, zniszczył w znaczącym stopniu kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz jego okoliczne zabudowania. W wyniku wybuchu zniszczone zostało 20% lewobrzeżnego Torunia.

W tragedii zginęło co najmniej 31 osób, o których dziś wiemy dzięki pracy historyk Karoli Ciesielskiej, której po latach udało się ustalić listę ofiar po stronie polskiej. Prawdopodobnie jednak nigdy nie dowiemy się, jak duże straty poniosła strona niemiecka.

Co do przyczyn i przebiegu spekuluje się na różne sposoby. Możliwymi scenariuszami są:

  • celowe podpalenie wagonów przez Niemców, którzy chcieli:
    • zniszczyć jak największą część Torunia przed przejęciem go przez wojska radzieckie
    • zniszczyć dworzec Toruń Główny i parowozownię (jednak kolejarze odstawili wagony w inne miejsce, chcąc chronić budynki)
  • zniszczenie wagonów przez uderzenie radzieckiego pocisku artyleryjskiego

Dziś na miejscu katastrofy można odwiedzić pomniek upamiętniający ofiary tego wydarzenia.

Zobacz miejsce zdarzenia na mapie – klik.

Artykuł w Wikipedii – klik.

23 grudnia 1976 r. – wybuch w zakładach Rokita w Brzegu Dolnym

UWAGA: szukamy osób, które były świadkami i ofiarami tych wydarzeń.
Bardzo prosimy o kontakt pod adresem: kontakt@iskrywiedzy.pl

Fot. Archiwum zakładowe

Brzeg Dolny to niewielkie i spokojne miasteczko na Dolnym Śląsku, które nosi w sobie widmo wyjątkowo ciężkich czasów. W trakcie II WŚ trzecia rzesza stworzyła tu ogromne zakłady chemiczne produkujące gazy i środki bojowe na potrzeby armii. Budowa kompleksu i jego obsługa realizowana była rękami tysięcy więźniów m.in. z obozów koncentracyjnych Groß-Rosen. W 1945 r. kiedy Niemcy ustępowali przed Wojskami radzieckimi, zgładzili około 2000 więźniów, a w kolejnych dniach udało im się na krótko odbić zakłady z rąk Rosjan i doprowadzić tam do pożaru, skażenia środkami bojowymi i przede wszystkim zniszczenia dokumentacji ich zbrodniczej działalności. [źródło]

Pomimo skażenia i zniszczeń w zakładach udało się je z powrotem uruchomić już w 1947 r. – produkowano w nich podchloryn sodu i chlorek siarki. Zmieniono wtedy ich nazwę z niemieckiego Anargana na Bardziej polsko brzmiącą: Rokita. [źródło]

Rokita to mocno zakorzeniony w słowiańskich wierzeniach diabeł, który kojarzony jest z siarką, wrotami do zaświatów, ale też z pieniędzmi, które oddaje i pożycza bez procentu biednym, którzy dzięki niemu się bogacą. U Słowian diabelskie stwory nie zawsze są do końca złe, więc pocieszny i sprawiedliwy Rokita miał też sprawować pieczę nad pracownikami. Co więcej, dzięki nadaniu tej nazwy wytwórnia chemiczna Boruta mogła też mieć wreszcie swoją siostrę. [źródło]

Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia w 1976 r. ochrona diabła na niewiele się jednak zdała. W wyniku pomyłki i niepełnej dokumentacji do jednego z pociągów przemieszczających się między Rokitą i jej odbiorcami chemii dołączono jeden niewłaściwy wagon, wypełniony tlenkiem etylenu zamiast amoniakiem. Odbiorca w trakcie rozładunku przedmuchał cysternę amoniakiem, a następnie odesłał do Brzegu Dolnego.

Tlenek etylenu jest substancją, która może być wybuchowa przy niskim ciśnieniu, więc w poprzednich latach eksperymentowano nad dodatkami do zbiorników z tlenkiem etylenu, które zwiększą jego ciśnienie i zmniejszą wybuchowość. Jednym z dodatków branych pod uwagę był też amoniak, którego domieszka zwiększała ciśnienie w zbiorniku, powodując, że tlenek etylenu stawał się bezpieczny. [źródło]

W tym przypadku nadmiar amoniaku i być może domieszka dalszych zanieczyszczeń (np. skroplona woda) doprowadziły do stałego wzrostu ciśnienia w cysternie. Graniczny punkt wytrzymałości konstrukcji cysterny został osiągnięty 23 grudnia 1976 r. o godzinie 4:45 nad ranem. Ciśnienie rozsadziło cysternę stojącą na torze przy zakładach Rokita, a gwałtownie rozprężony w tym momencie gaz eksplodował z siłą 70 ton trotylu.

Wybuch zbudził ponad 12 000 mieszkańców Brzegu Dolnego, a wstrząs był odczuwalny nawet 25 kilometrów dalej we Wrocławiu. W ogromnej części budynków w Brzegu Dolnym wyleciały okna. Uszkodzeniu uległy też budynki zakładów Rokita.

Pomimo rozmiaru eksplozji, prawdopodobnie nikt nie zginął w jej skutku, a największym problemem stały się ziejące pustką ramy okien w całym mieście, w środku zimy, w dzień przed Wigilią.

W tym dniu doszło nie tylko do jednej z największych eksplozji w Polsce, ale też do jednej z największych operacji szklarskich w naszym kraju. Do Brzegu Dolnego ściągano szyby i ekipy szklarzy z całego kraju, żeby wspomóc mieszkańców Brzegu i zapewnić im ciepłe święta. [źródło]

Naprawa pozostałych szkód zajęła jeszcze kilka lat, lecz mimo to do dziś w mediach i materiałach historycznych nie zachował się niemal żaden ślad po tym wybuchu. W czasach PRL cenzura doskonale ukrywała wszystkie niepowodzenia, czego efektem jest dzisiejszy brak mocnych źródeł na wiele trudnych tematów z tego okresu.

UWAGA: szukamy osób, które były świadkami i ofiarami tych wydarzeń.
Bardzo prosimy o kontakt, opisy, zdjęcia pod adresem: kontakt@iskrywiedzy.pl

Zakłady PCC Rokita działają do dziś.

Julia Makieła – sprężarkowa w centralnej stacji sprężania powietrza pomiarowego i azotu w czasie wybuchu była w sterowni. Wybuch obsypał ją szkłem z rozbitego okna. Pomimo potłuczeń, przez zwały szkła pobiegła do sprężarek i wszystkie powyłączała. Poczucie obowiązku działało tu mocniej niż szok i obrażenia. Podobnie zareagowała obsługa kompresorów na tlenowni.
Celowo podkreślamy opanowanie i przytomność umysłu obsługi tlenowni i sprężarek, bo jak się potem okazało, zbiornik azotu został uszkodzony wybuchem i mogło się zdarzyć, że zamiast azotu zostałoby do sieci podane powietrze, co dodatkowo mogło skomplikować trudną i bez tego sytuację w fabryce.

Źródło opisu: profil 75 lat PCC Rokita SA

Na koniec

Te trzy historie pokazują, że katastrofy potrafią przychodzić znikąd i to w ułamkach sekund, a nasz kraj doświadczył wielu takich momentów. Te trzy katastrofy nie były ani najsilniejszymi eksplozjami w Polsce, ani najbardziej niszczącymi, to jedynie wybór trzech historii równie ciekawych, jak pozostałe, a na liście do dalszego opisania mamy ich jeszcze kilkadziesiąt.

Jeśli podoba Ci się, to co czytasz i jesteś ciekaw/a kolejnych opisów, pomyśl o wsparciu – klik – to na pewno pomoże w szybszym i sprawniejszym publikowaniu kolejnych treści.


iskier

Cześć, jestem Iskier! Piszę te teksty w nadziei, że uda mi się założyć firmę, która się z tego utrzyma. Na razie zbieram fundusze, więc jeśli tylko masz ochotę wesprzeć to szlachetne przedsięwzięcie, gorąco zachęcam! :D